– Jest Pani reżyserem, scenografem i animatorem grupy teatralnej w Gminnym Ośrodku Kultury w Rzgowie, która odniosła już znaczący sukces – jak to się wszystko zaczęło?

– Teatr pasjonował mnie „od zawsze”, pracowałam w Pabianicach, znał mnie m.in. Marek Binkowski pracujący w rzgowskim Gminnym Ośrodku Kultury. Któregoś dnia dyrektor GOK Joanna Papuga Rakowska zaprosiła mnie na rozmowę, gdyż zamierzała uruchomić teatr. Zgodziłam się na stworzenie i poprowadzenie grupy teatralnej, do której zgłosili się m.in. Jurek Muras i Kasia Cieślak. Na początek, gościnnie przedstawiłam rzgowskiej publiczności spektakl „Sex w Toskanii”, grając główną rolę wraz z Tomaszem Grzegorzewskim.  Nasza grupa teatralna, licząca około 30 osób, wystawiła dotąd około 20 spektakli. W przyszłym roku minie 5 lat naszych wspólnych zmagań na rzgowskiej scenie.

– Jak pamiętam, sztuka „Sex w Toskanii” została ciepło przyjęta przez rzgowską publiczność, a niedługo potem grupa teatralna GOK zaprezentowała swój premierowy spektakl…

– To była sztuka „Spotkanie w parku”, w której grali Kasia Cieślak i Jurek Muras. Było to wielkie wydarzenie dla nas wszystkich, bo mieliśmy świadomość, że rodzi się coś nowego, że spełniamy swoje marzenia i pasje. Nie jestem profesjonalnym reżyserem, amatorami są także nasi aktorzy. Wszyscy cały czas się uczymy, ale przygotowywanie kolejnych spektakli sprawia nam radość. Na szczęście publiczność to docenia. Chyba to, że się staramy i że robimy to wszystko z pasją jest źródłem sukcesu rzgowskiego teatru.

– Jak udaje się Pani znaleźć takie talenty jak choćby Tomasza Gardyjana – głównego bohatera ostatniego spektaklu „Chory z urojenia”?

– Trafność w obsadzeniu danej roli decyduje często o sukcesie sztuki, dlatego obserwuję aktorów, poznaję ich bliżej, szukam pasjonatów teatru. Tomasza   zarekomendował Darek Redzynia i okazał się to strzał w dziesiątkę. Młodych ludzi utalentowanych jest u nas więcej, jak choćby Ewa Bednarska, Katarzyna Cieślak czy Dorota Cisłowska. Są amatorami, ale grają jak profesjonaliści, bo dają z siebie wszystko.

– Co jest najtrudniejsze na drodze do udanej premiery?

– Zanim sztuka trafi na scenę miesiącami trwają próby, przygotowywanie scenografii, kompletowanie mebli, szycie kostiumów. To wszystko wymaga dużego wysiłku i zabiera sporo czasu, ale najważniejsze jest chyba to, że towarzyszy nam radość tworzenia, chęć współpracy ludzi, którzy we mnie wierzą. Radość widzę nawet u tych najmłodszych aktorów. A przecież wszyscy jesteśmy wciąż amatorami…

– Skąd pomysł wystawienia na scenie prozy znanej pisarki Anny Stryjewskiej?

– To był mój pomysł. Wybrałam się kiedyś na spotkanie z Anią, poznałam ją bliżej i doszłam do przekonania, że warto spróbować przedstawić na scenie jej książkę. Trwają już próby. Może w przyszłości zrodzi się z tego musical…

– Jakie macie plany na przyszłość, co w najbliższych miesiącach zaprezentuje grupa teatralna?

– Jeszcze w grudniu wystawimy po raz kolejny „Dziadka do orzechów”, przygotowujemy kilka spektakli na wiosnę przyszłego roku, m.in. sztuki według książki Anny Stryjewskiej, być może jesienią uda nam się wystawić musical, co będzie czymś nowym na rzgowskiej scenie.

– O czym marzy reżyser Bożena Krawczyńska?

– Zapewne zdziwi się Pan, ale pragnę nadal z moimi aktorami rozwijać się. Chciałabym jeszcze długo mieć wokół siebie tak wspaniałych ludzi i grać na rzgowskiej scenie.

Fot. W. Kupisz

Rozmawiał Ryszard Poradowski