Dopiero teraz widać jak na dłoni, że zapomnieliśmy o zagrożeniu wojennym, że wmówiono nam, iż żyjemy w krainie wiecznej szczęśliwości. Tymczasem Rosja pokazała, że istnieje realne zagrożenie prawdziwą wojną: z bombardowaniami, ostrzałem artyleryjskim, rakietami, strzelaniną i zabijaniem ludności cywilnej. Stąd nagły powrót zainteresowania schronami.

Czy temat schronów zaniedbywano? – jak czytamy w prasie Obajtka. Nie, temat ten wyrzucono z pamięci Polaków, bo tak było wygodniej. Schrony z czasów PRL praktycznie nie nadają się do użytku, nowych przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie budowano. Dane oficjalnie publikowane są bałamutne, bo wynika z nich, że w kraju w 2017 r. schronów i ukryć było prawie 40 tys. i mogły zapewnić ochronę 2,84 proc. ludności (Szwedzi zapewniają ochronę  ok. 70-85 proc. ludności).

Czy piwnice i garaże podziemne są schronami? Raczej nie, choć mogą zapewnić ochronę przed kulami czy odłamkami, ale nie podczas bombardowania. W wielu miastach schronami nikt poważnie się nie zajmuje, może poza pasjonatami tego typu budowli. Jeszcze kilka lat temu największy łódzki schron w parku im. Poniatowskiego traktowano jako atrakcję turystyczną.

A Rzgów? Nie ma tu ani solidnego schronu, ani solidnych piwnic. Jedynie Szkoła Podstawowa ma piwnice, które mogą zapewnić częściową ochronę ludziom. Jeśli wierzyć krążącym plotkom, w chwili budowy tego obiektu planowano w czasie wojny czy innego zagrożenia przeznaczyć go ewentualnie na szpital, stąd szerokie korytarze, wzmocnione mury ceglane. To jedyne miejsce w Rzgowie zapewniające ochronę np. podczas strzelaniny. Zatem w przypadku zagrożenia rzgowianie mogą liczyć tylko na swoje domy. Choć niektóre są solidne, zapewne poza murami nie mają nic, co by dawało gwarancje przetrwania ludzi np. podczas bombardowania czy ataku rakietowego.

Szkoda, że obrona cywilna, którą formalnie kieruje burmistrz, milczy na temat zachowania mieszkańców w momencie zagrożenia…

R.Poradowski