Nie była rodowitą rzgowianką, bo do grodu nad Nerem trafiła za sprawa męża, ale to miasto stało się jej najważniejszym miejscem na ziemi. Wrosła w Rzgów, starała się przyspieszać rozwój tej miejscowości. Dlatego wiadomość o jej śmierci przyjęto z niedowierzaniem. To była zaskakująca wiadomość, choć wówczas, w okresie szalejącej pandemii koronawirusa, umierało wiele osób. 13 listopada 2020 roku dowiedzieliśmy się o niespodziewanym odejściu Anny Kaczmarek, długoletniej prezes rzgowskiej GS „SCh”. Nie była rodowitą rzgowianką, bo pochodziła ze Starachowic, ale za sprawą męża Włodzimierza gród nad Nerem stał się jej drugą prawdziwą ojczyzną.
Urodziła się w 1958 roku w Starachowicach, ale studia ekonomiczne ukończyła w Radomiu, gdzie zresztą poznała przyszłego męża. W październiku 1981 roku rozpoczęła pracę w GS. W tej firmie przepracowała 38 lat.
Jaki był Rzgów w 1981 roku? W rozmowie z reporterem „Gazety” mówiła, że nie wyglądał najlepiej, bo przyspieszenie rozwoju zaczęło się dopiero w następnej dekadzie. Za to GS była wówczas znaczącą firmą, bo w gminie było sporo gospodarstw, które zaopatrywały się w spółdzielni.
W 1990 roku Anna Kaczmarek została zastępcą prezesa, a na początku 2004 roku – prezesem. GS najlepsze lata miała już za sobą, nowe realia gospodarcze i polityczne nie sprzyjały firmie. Jednak GS starała się zawsze wspierać mieszkańców, także wówczas, gdy po 1989 roku zaczęły się korzystne zmiany w gminie. To właśnie dzięki niej spółdzielnia odstąpiła gminie 7500 m kw. swojego terenu, na którym potem powstała hala sportowa GOSTiR. Pod nowe inwestycje w 2000 roku GS przekazała gratis 2800 m kw. W tych działaniach dostrzegała olbrzymią szansę dla Rzgowa, który budził się z wielowiekowego letargu.
Ponieważ – jak mówiła wielokrotnie – wyczerpała się możliwość skutecznego działania GS, postanowiła przynajmniej wesprzeć działania samorządu i przyczynić się do rozwoju Rzgowa. Udało jej się tego dokonać, choć tak naprawdę nigdy jej za to elegancko nie podziękowano…
Gwałtowna choroba i śmierć przerwała jej wszystkie plany. Jako emerytka chciała bardziej poświęcić się rodzinie, szczególnie wnuczętom, przeczytać stos książek czekających na wolny czas. Covid okazał się okrutny…
Ryszard Poradowski



