Aż trudno uwierzyć, że jedna z najstarszych miejscowości rzgowskiej gminy – Kalino, legitymująca się średniowieczną metryką, niemal całkowicie zmieniła swój wygląd i charakter, nie zachowując żadnych śladów tej najodleglejszej przeszłości. A przecież wieś wzmiankowana jest już w 1189 roku, bywał w niej najsłynniejszy polski kronikarz Jan Długosz.

Na szczęście do naszych czasów przetrwały obiekty znacznie młodsze, jak choćby kaplica wzniesiona przez miejscowych Niemców, niewielki opuszczony cmentarz ewangelicki, a także była murowana szkoła będąca obecnie domem mieszkalnym. Przed tutejszą szkołą noszącą imię królowej Jadwigi, stanęła przed laty wyrzeźbiona w drewnie postać tej władczyni.

LASY, ZWIERZYNA I HUTA SZKŁA

Wieś była niegdyś bardzo rozległa. To na jej gruntach powstała Huta Wiskicka, w której Andrzej kaleński założył w 1480 roku hutę szkła. To właśnie w niej wytwarzano szklanice i szyby dla pabianickiego dworu będącego centrum zarządzania „państwem pabiańskim”. Jak wynika z zachowanych źródeł, w tamtych czasach osada nazywana Kalnem Wielkim, czyli dzisiejsze Kalino, pełna była lasów i zwierzyny, słynne było tutejsze pszczelarstwo.

Gdy w końcu XVIII wieku, po II rozbiorze kraju, Prusy rozwinęły w centrum dzisiejszej Polski osadnictwo niemieckie, m.in. w Kalinie, ale i innych wsiach rzgowskiej gminy, np. w Starowej Górze czy Czyżeminku. W XIX wieku wieś należy do hrabiego Wacława Gutakowskiego, oficera armii napoleońskiej, a potem jego syna, który odsprzedał ja Andrzejowi Szerszeńskiemu, kolejnym właścicielem był Jakób Frenkiel. W 1881 roku we wsi było 51 domów, w których żyło 491 osób.

Społeczność niemiecka, która do wybuchu II wojny światowej żyła w zgodnej symbiozie z Polakami, wybudowała we wsi kaplicę, powstał też niewielki cmentarz ewangelicko-augsburski. Po wojnie w byłej kaplicy mieściło się m.in. kółko rolnicze i szkoła, obecnie jest to znów obiekt sakralny.

TRAKT NAPOLEOŃSKI

Choć lubimy nawiązywać do wielkich postaci historycznych, szczególnie tych owianych legendą, jak choćby Kościuszko czy Napoleon, w przypadku Kalina nie ma mowy o wizycie cesarza Francuzów czy choćby jego wielkiej armii maszerującej na wschód, ale jakimś dziwnym sposobem utrwalił się w pamięci tutejszych mieszkańców Trakt Napoleoński. Czyżby było to dalekie echo powracających z Rosji żołnierzy Napoleona, którzy prawdopodobnie korzystali i z tej drogi? Potwierdzają to m.in. guziki mundurów francuskich, a także kule armat używanych przez artylerzystów wielkiego cesarza, co kilka lat temu potwierdził miłośnik historii Kordian Skalski. To wspaniale, że mieszkańcy mogą się odwoływać do pięknej legendy Napoleona, tak niegdyś popularnej wśród polskich patriotów, co doskonale pokazał genialny Bolesław Prus w powieści „Lalka”. Szkoda jednak, że do dziś w żaden sposób nie uwieczniono związków napoleońskiej legendy z dzisiejszym Kalinem.

Jest jeszcze jedno zapomniane już chyba miejsce historyczne we wsi. Mowa o niewielkim cmentarzyku z kilkoma mogiłami zbiorowymi ukrytych w kępie drzew i krzewów w sąsiedztwie wspomnianego Traktu Napoleońskiego. Pokazywał mi go przed laty mieszkający w sąsiedztwie strażak Stefan Sumera. Jak się okazuje, w listopadzie 1914 roku, gdy na olbrzymim obszarze dzisiejszej centralnej części kraju rozgrywała się wielka operacja łódzka i zacięte boje toczyli Niemcy z Rosjanami, w niewielkim Kalinie doszło do walk. Nieżyjący już prof. Władysław Bortnowski w jednej ze swoich książek opisuje epizod, dotyczący prawdopodobnie Kalina.  Otóż 5 brygada Gwardyjskiej 3 dywizji piechoty posuwała się od Woli Rakowej w kierunku Rzgowa i w rejonie Kalina i Kalinka natknęła się na przeciwnika. Bój trwał kilka godzin, zarówno po jednej stronie jak i drugiej podobnie jak to było podczas bitwy w rejonie Starej Gadki, walczyli Polacy w mundurach obcych armii. Sumera wspominał o 40 poległych żołnierzach – 37 rosyjskich i 3 niemieckich, których pogrzebano przy Trakcie. Przed lat stał tu jeszcze metalowy krzyż, pod którym uczniowie miejscowej szkoły palili znicze. Docierają do mnie sygnały, że te ślady bitwy podobnej jak w Starej Gadce, tylko w mniejszej skali, już niedługo zostaną zatarte. To chyba nieprawdopodobne, by tak potraktowano groby polskich żołnierzy!

TERAZ KOLEJ NA ROZBUDOWĘ SZKOŁY

Kalino liczy dziś….  mieszkańców. Wielu z nich to przybysze m.in. z pobliskiej Łodzi. Prężnie działającą i dysponująca nowoczesną strażnicą oraz sprzętem OSP kieruje prezes Dariusz Krzewiński, długoletni i doświadczony działacz społeczny. Straż od lat współpracuje z KGW, którym kieruje była radna Anna Pachulska. To znakomity mariaż umożliwiający integracje i ożywienie życia społeczno-kulturalnego w tej miejscowości. Ostatnie lata to pasmo sukcesów miejscowej OSP, w tym także strażackiej młodzieży z Michałem Krzewińskim na czele.

Znaczący ślad na współczesnym rozwoju Kalina odciska od lat sołtys Stanisław Hoja, który jak mało który „radny bez mandatu” na sesjach Rady Miejskiej porusza sprawy swojego środowiska i walczy o inwestycje zmieniające na lepsze życie na wsi. Teraz, po wybudowaniu żłobka i przedszkola, sprawą najpilniejsza jest rozbudowa szkoły, bo placówka, którą przed laty chciano, o dziwo, likwidować, pęka w szwach i z roku na rok przybywa jej uczniów.

Kalino powoli nabiera charakteru podmiejskiej miejscowości. Powstaje tu coraz więcej firm. Wojciech Pachulski, który od lat prowadzi zakład wulkanizacyjny, nie narzeka na brak klientów, zaglądają tu nawet łodzianie.

Na zdjęciu Strażnica OSP – tu dzięki druhom i paniom z KGW koncentruje się życie wsi

Ryszard Poradowski