Sam mistrz Wyspiański nie wykonałby piękniejszych
W dawnych czasach rzgowska świątynia była ciemna, niedoświetlona, miała mniej okien niż dziś. Gdy pojawił się w niej ks. Tadeusz Malec, był zaskoczony, że tak wiekowy kościół jest w środku taki smutny. Postanowił, że go rozświetli i ozdobi witrażami. Łatwiej powiedzieć niż to zrobić…
Proboszcz zyskał aprobatę burmistrza, nie sprzeciwiał się również konserwator zabytków, inicjatywę wsparło wielu wiernych, więc ogłoszono konkurs, który wygrała znakomita specjalistka od projektowania i wykonywania witraży – Maria Suwalskiej z Łodzi. – Gdy po raz pierwszy weszłam do świątyni, wiedziałam, że oprócz witraży trzeba wykonać nowe okna. Tak też się stało. Te okna uwzględniły pola witraży. Podwyższyły koszty, ale były niezbędne dla nowych szklanych obrazów…
Najpierw wykonała na papierze projekty. Spodobały się księdzu i wielu mieszkańcom. Potem rozpoczęła się żmudna robota przy wycinaniu szkła, domalowywaniu różnych detali i wypalaniu w temperaturze 650 st. C. Na koniec pozostał montaż i podziwianie całości. Rzgowianie byli zdumieni pięknem witraży. Niektórzy mówią, że są piękne, że sam mistrz Wyspiański nie wykonałby ładniejszych.
Przy samym ołtarzu znalazł się witraż przedstawiający patrona świątyni św. Stanisława, na drugim jest papież Jan Paweł II, na kolejnym – św. Jan Chrzciciel, następnie patron strażaków św. Florian, na ostatnim jest św. Faustyna. Inne witraże są po drugiej stronie. Montowano je sukcesywnie.
Pani Maria zawsze marzyła o wykonywaniu witraży. Na studiach w łódzkiej ASP tego się nie uczyła i przez wiele lat malowała obrazy. Dopiero w 1992 r. odważyła się wykonać pierwszy witraż. To dla niej samej było wielkie zaskoczenie. Potem posypały się zamówienia m.in. z Łodzi, Kutna, Koluszek, Rawy Mazowieckiej. Wykonywała nowe, ale też konserwowała stare. Witraże nie są tanie, bo i ich wytwarzanie jest skomplikowane i kosztowne. Sam piec do wypalania szkła pani Maria musiała zaprojektować i wykonać na zamówienie, drogie jest szkło, farby. Na szczęście sfinansowanie witraży wsparli wierni, m.in. Jolanta i Jan Chejwowscy, Józef Grot, Edward Kulanty i Jan Mielczarek. Jak się okazało, ks. Tadeusz Malec, który skoordynował wszystkie działania, wypełnił swoje marzenie: witraże nie tylko rozświetliły wiekową świątynię, ale też ją ozdobiły. Dziś wielu rzgowian nie wyobraża sobie sędziwych murów bez witraży.
Pani Maria nadal wytwarza witraże. Ostatnio m.in. dla nowego kościoła w Gdyni, na zamówienie Watykanu powstaje droga krzyżowa Matki Bożej. – Zanim wykonałam projekt, musiałam poznać całą historię Matki Bożej. Muszę przyznać, że w pewnej chwili popłakałam się. Ale ta praca mnie cieszy, bo wykonuję coś, co przetrwa dziesięciolecia, a może i wieki…
Ryszard Poradowski






