Pierwsze dni września 1939 roku pełne były dramatycznych wydarzeń także w niewielkim Rzgowie. Choć w osadzie nie było polskiego wojska i nie toczyły się w tu walki z niemieckim najeźdźcą, już pierwszego września mieszkańcy zobaczyli okropności wojny. Koło południa dotarli tu bowiem furmankami uciekinierzy ze zbombardowanego o świcie Wielunia. Przerażeni ludzie słuchają opowieści wielunian, nasłuchują też radiowych komunikatów z odbiornika należącego do Lukasów, w rynku zbierają się mężczyźni i zastanawiają się, co robić dalej. Wielu spogląda na posterunek policji u zbiegu Tuszyńskiej i Długiej. Niektórzy radzą, by uciekać na wschód, ale nie wiedzą dokładnie, gdzie.

Na niebie panują już niemieckie samoloty. Nad Rzgowem toczą się jakieś walki, ale nasze samoloty nie są w stanie dorównać Luftwaffe. Opuszczony przez policjantów posterunek nie wróży niczego dobrego. W samym Rzgowie nie ma wojska, ale okazuje się, że lasami tuszyńskimi nasi żołnierze przebijają się na Warszawę.

Także rodzina Bednarskich postanawia uciekać w kierunku stolicy. Pakują na wóz konny najpotrzebniejsze przedmioty oraz trochę jedzenia i ruszają na Warszawę. Jak wspominał przed laty nieżyjący już pan Józef Bednarski, wyprawa kończy się pod Brzezinami, gdzie rzgowianie są świadkami dramatycznego bombardowania miasteczka i śmierci setek ludzi. W piątek, 7 września, Bednarscy wracają do swojego gospodarstwa. Dwie godziny później oglądają wkraczających do Rzgowa niemieckich żołnierzy. Najpierw pojawia się patrol na motocyklu, później większe ilości wojska.

-Wjechali na nasze podwórko, rozłożyli się na odpoczynek. Myli się, golili, spożywali posiłek. W pobliżu stało chyba z dziesięć samochodów – wspominał Józef Bednarski, mający wówczas dwanaście lat.

Następnego dnia Niemcy ruszają dalej, na Warszawę. W Rzgowie urzędują już nowe władze okupacyjne. Urząd gminy znajduje się w dawnej szkole, w pobliżu kościoła. W kamienicy Stachowiczów (dziś należącej do Nicińskich) znajduje się posterunek żandarmerii, na plebanii rządzi komórka NSDAP. Kościół zostaje zamknięty i zamieniony na magazyn zboża. Wielu miejscowych Niemców pomaga okupantowi, daje o sobie znać V kolumna. Rozpoczyna się tragiczny czas okupacji niemieckiej.

Niemcy wzywają Polaków i nakazują pogrzebać ciała czterech naszychułanów, którzy polegli w nieznanych okolicznościach. Ciała są zmasakrowane. Wygląda na to, że zginęli albo od pocisku artyleryjskiego, albo od bomby. W pośpiechu ciała złożone zostają we wspólnej mogile, w pobliżu cmentarnego ogrodzenia.

W tych dniach nie są to jedyne ofiary wojny ze Rzgowa i okolic. Nad Wartą, gdzie przez kilka dni Polacy stawiają opór nawale niemieckiej, ginie syn znanego działacza społecznego i właściciela cegielni w Gospodarzu Józefa Tylińskiego – ppor. rez. Janusz Tyliński. Rozerwany zostaje pociskiem artyleryjskim pochodzący z Guzewa Teofil Jurek, którego szczątki udaje się odkryć dopiero po kilkudziesięciu latach. Zarówno Tyliński jak i Jurek spoczywają na cmentarzu w podsieradzkiejMęce.

Wspomnijmy jeszcze o dwóch lotniczych epizodach z września 1939 roku. Jedna z polskich maszyn rozbija się na polach Kalinka, inna po walce powietrznej ląduje na polu w rejonie ulicy Kamiennej w Rzgowie.

R.Poradowski