To swoisty węzeł gordyjski. Mowa o problemach z wodą, która od ponad dwóch wieków trapi mieszkańców Starowej Góry. Jednak w dawnych czasach, gdy bagniste tereny zasiedlało kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu kolonistów z Niemiec, a całą Starową Górę stanowiły powoli urządzane pola uprawne, melioracyjne rowy wystarczały do odprowadzania nadmiaru wody. Teraz, gdy miejscowość jest drugą w gminie pod względem liczby mieszkańców i tych ostatnich ciągle przybywa, problem jest coraz trudniejszy do rozwiązania choćby dlatego, że zniszczono powojenny system melioracyjny, a jedynym sposobem na uporanie się z wodą są olbrzymie nakłady finansowe na budowanie kanalizacji. Kto ma je wykładać? Oczywiście samorząd. Taki m.in. wniosek płynął z dyskusji podczas środowej (28 grudnia) sesji Rady Miejskiej w Rzgowie.

Dobrym (?) przykładem ilustrującym problem jest choćby ul. Kanałowa w Starowej Górze, przy której deweloper wydzielił działki i wzniósł sporo domów. Teraz pojawia się problem przykrycia potężnego rowu, czemu sprzeciwia się wielu radnych, m.in. Marek Bartoszewski. Podobnie jest z rowami przy innych ulicach. Przy jednej z nich przykrycie rowu pozwala urządzić parking dla zbudowanych domów, choć takie rozwiązanie jest krytykowane przez wielu.

Deweloperzy nie zważają na problem z wodą, sprzedają działki i domy, a rozwiązywanie kłopotliwego i kosztownego odprowadzania wody przerzucają na lokalny samorząd. Takie podejście jest nieuczciwe i wprowadza mieszkańców w błąd, gdyż ci ostatni szukają pomocy nie u dewelopera (który zainkasował kasę i powinien poczuwać się do odpowiedzialności za sprzedawanie działek z rozwiązanymi problemami wodnymi), a u samorządowców – zwraca uwagę burmistrz Mateusz Kamiński. Tymczasem środki samorządu nie wystarczają na szybkie uporanie się z problemem, tym bardziej, że w Starowej Górze jest sporo innych kosztownych problemów do rozwiązania.

W przypadku tej miejscowości w ostatnich latach mamy do czynienia jeszcze z jednym problemem – populistycznym stawianiem żądań i szukaniem winnych kłopotów mieszkańców nie tam, gdzie te trudności rzeczywiście się znajdują. Najlepiej winą obarczać samorząd i… dziennikarzy oraz cyklistów…

R.Poradowski