Trudno w to uwierzyć, ale fakty są brutalne: wśród nas żyją podpalacze, którzy puszczają z ogniem olbrzymi majątek, dodatkowo narażając ludzi na utratę życia. Tak jest od ponad roku w Romanowie, gdzie nieznany sprawca podpala bele słomy znajdujące się na polu. Już kilkakrotnie dochodziło do takich pożarów, na straty narażony został m.in. Włodzimierz Pytka, prezes miejscowej OSP. Minionej zimy musiał się mocno barować z losem, bo stracił dużo słomy potrzebnej w hodowli zwierząt w gospodarstwie.
Na podpalacza „polują” także od kilku lat leśnicy z okolic Tuszyna. Już wielokrotnie z powodu piromana pojawił się ogień w lesie. – Na szczęście dzięki szybkiej reakcji leśników i strażaków udało się szybko opanować ogień i uniknąć większych strat – mówi leśniczy z Tuszyna Marek Pawlak.
W Romanowie w gminie Rzgów podpalacz sterroryzował praktycznie wszystkich mieszkańców, którzy bacznie obserwują każdego przybysza i podejrzane zachowanie niektórych ludzi. Najczęściej okazuje się, że strach ma wielkie oczy i ani przybysze, ani niekiedy dziwne zachowania ludzi nie mają nic wspólnego z zagrożeniem. – Zdaniem wielu mieszkańców podpalacz nie pochodzi z Łodzi czy innej miejscowości – to prawdopodobnie ktoś miejscowy, znający doskonale realia wsi – mówi W. Pytka. – Jednak takiego „swojego” podpalacza najtrudniej schwytać na gorącym uczynku.
Zarówno leśnicy jak i mieszkańcy Romanowa zastawili już na podpalaczy wiele pułapek, ale dotąd nie udało się schwytać piromanów. Pewne jest jednak, że kiedyś popełnią błąd…
R.Poradowski




