Źle się dzieje w służbie zdrowia
Odnieść można wrażenie, że nie dość, iż brakuje pieniędzy w służbie zdrowia, to jeszcze komuś zależy na tym, by potęgować bałagan. Niedawno dyrektor Gminnej Przychodni Zdrowia w Rzgowie Jarosław Nettik poinformował, że lekarze nie chcą czekać na należne im pieniądze za tzw. nadwykonania. NFZ ma wypłacić pieniądze dopiero w marcu przyszłego roku i to niższe o 50 proc. Medycy mówią wprost, że nie będą pracować „na kredyt”, przyjmując pacjentów zgodnie z ustalonym limitem. A że te limity w wielu przypadkach są zbyt niskie, oznaczać to będzie w praktyce, że wiele osób nie uzyska porady lekarskiej.
Przyjmowanie pacjentów zgodnie z limitem spowoduje wydłużenie się kolejek na świadczenia zdrowotne o wiele miesięcy. W przypadku Rzgowa kolejka do neurologa zwiększy się z około 3 miesięcy do ok. 9, a do okulisty – z blisko 2 miesięcy do około 4. Jeśli idzie o zabiegi fizjoterapeutyczne już obecnie pacjenci czekają nawet 12 miesięcy, a kolejka może się wydłużyć nawet o pół roku. Można się tylko domyślać, co to będzie oznaczać w przypadku ciężkich urazów, stanów pooperacyjnych czy udarów – takie wydłużenie kolejek to cierpienie i brak możliwości wykonywania pracy zawodowej, co w konsekwencji spowoduje dodatkowe koszty społeczne.
W GPZ, w której przyjmują także specjaliści, co jest dobrodziejstwem dla wielu chorych nie zmuszanych do szukania pomocy w Łodzi – będzie więc coraz więcej ograniczeń przyjmowania pacjentów. Skutki tego widać już obecnie, bo dotkliwe limity dotyczą m.in. fizjoterapii. Ludzie po udarach i z innymi dolegliwościami wymagającymi szybkiej interwencji fizjoterapeuty, będą odchodzić z kwitkiem. Pozostanie im szukanie specjalisty w Łodzi lub korzystanie z prywatnego lecznictwa. Choć problem jest znany od dawna, NFZ nie chce go dostrzegać i rozwiązywać. Czy jest to działanie celowe? A może chodzi o to by ludzie zmuszani byli do kupowania prywatnych usług medycznych? A może chodzi o to, by samorządy w jeszcze większym stopniu wyręczały państwo?
Ryszard Poradowski



