Gdzie znajdował się dawny zamek, czy prawdą jest to, co przetrwało w opowieściach i legendach o skarbach ukrytych w lochach fortalicji Grodziska, czy rzeczywiście istniał legendarny rycerz Grod, który zgromadził olbrzymi majątek napadając na kupców i zabierając im towary wiezione na handel. Po legendarnych zamkowych murach i dębowych beczkach ze skarbami nie ma śladu, ale może w tych opowieściach jest odrobina prawdy?
– Opowiadał mi mój dziadek Antoni – zanotowano opowieść jednego z XIX-wiecznych mieszkańców Grodziska – że ów okrutnik z zamku był prawdopodobnie człowiekiem pozbawionym rozumu. Wypędzić miał z zamku swoją małżonkę Krystynę i syna Boguchwała, bo sprzeciwiali się jego okrucieństwu i mordowaniu kupców. Grod mieszkał samotnie w swoim zamczysku, mając jedynie do pomocy kilku takich samych jak on zbirów i zbrodziejów.
W którym miejscu znajdował się zamek, czy przetrwały jego szczątki? Współcześni mieszkańcy Grodziska niewiele wiedzą na ten temat, choć krążące legendy o skarbach w podziemiach fortalicji rozpalają wyobraźnię, podobnie jak okrucieństwo rycerza, który w zamkowych kazamatach przetrzymywał więźniów dla okupu.
– Moja leciwa ciotka, która zmarła zaraz po ostatniej wojnie i pożarze sąsiedniej Konstantyny, gdzie mieszkała od dziecka, mówiła mi kiedyś, że gdy szła przez wieś, w pobliżu rzeki, modliła się gorliwie i spoglądała na kapliczkę, by nie pojawił się nagle grodziski zbój. Straszono nim dzieci, a i dorośli woleli unikać spotkania z tym diabelskim pomiotem. Jak opowiadano, w środku nocy wyrastał nagle przed końmi ciągnącymi wóz i wystraszone zwierzęta stawały dęba, rozwalając dyszle i wpadając w popłochu do rowu. Antkowego Stacha tak wystraszył, że chłopinie w głowie się pomieszało i niedługo potem pomarł. A Józkowi od Kapustów spłoszył konia, który wraz z wozem wpadł do rzeki i chłopina ducha wyzionął.
Niektórzy mieszkańcy opowiadają, że zbój Grod okrutnie ukarany został za swoje czyny, co wiąże się z tajemniczym zniknięciem jego zamczyska i skarbów. Gdy któregoś dnia wracał ze swoimi zbirami z kolejnego napadu ciągnąc drogą kupieckie wozy wyładowane towarami z dalekiego południa. Na końcu tej zbójeckiej kolumny paru oprawców prowadziło związanych cudzoziemców. Byli wystraszeni, krew spływała im z policzków. Nagle wozy przystanęły i Grod z mieczem w ręku pognał na przód kolumny, gdzie na drodze stał starzec w białych szatach, z potężną siwą brodą i kosturem w ręku. Bił od niego jakiś majestat. Grod z wściekłością w głosie ryknął: – Z drogi! Starzec nie usunął się i nie rzekł nawet jednego słowa. Ale nagle zrobiło się widno jak w dzień, choć jeszcze niedawno drogę oświetlał księżyc.
– Z drogi, nieszczęsny starcze! – Grod zamachnął się mieczem na przybysza, lecz zamiast trafić jego głowę, przeciął jedynie ze świstem powietrze, a sam zsunął się z konia na ziemię. Natychmiast zerwał się z ziemi i wystraszony cofnął ku najbliższemu wozowi. Wtem niebo rozświetliła błyskawica, rozległ się potężny huk. Wystraszeni ludzie Groda zaczęli uciekać na pobliskie pola, kryjąc się w kępach krzaków, zostawiając na drodze wozy i nieszczęsnych kupców z zamorskich krajów. Zbój spojrzał na miejsce, gdzie jeszcze niedawno widać było zarysy murów zamczyska, ale teraz migotały tam jedynie jakieś ogniki. Starca już nie było na drodze.
Ludziska opowiadali, że zbója opętały jakieś nieziemskie siły, że widziano go gdzieś na trakcie piotrkowskim, gdzie w łachmanach żebrał o wsparcie. Po jego zamku i skarbach w Grodzisku – bo tak zaczęto nazywać miejscowość – nie pozostał nawet jeden kamień ani kawalątek złotego kruszcu. Czy w tych opowieściach i legendach jest choć odrobina prawdy? – nie wiemy, za to archeolodzy po wstępnych badaniach terenowych potwierdzili, że w Grodzisku istniała jaka budowla rycerska. Gdzie się znajdowała, jak wyglądała? – na te pytania będzie można odpowiedzieć dopiero po kompleksowych badaniach historycznych i archeologicznych.
Ryszard Poradowski



