Łza się w oku kręci, gdy oglądam w izbach muzealnych straży stare motopompy. Dziś występują w roli zabytkowych eksponatów, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu były marzeniem wielu strażaków. Czekano na nie z utęsknieniem, dbano o nie jak o piękne kochanki, choć były kapryśne i zawodne. Niejednokrotnie zawodziły w najtrudniejszych sytuacjach, ale nic lepszego strażacy nie mieli, bo tradycyjne ręczne sikawki stanowiły jeszcze bardziej archaiczny sprzęt.

Nosiły piękne nazwy, np. „Niagara”, „Polonia”, „Silesia”, Leopolia” czy „Polonia”. Ta ostatnia wytwarzana była od lat pięćdziesiątych i trafiała do wielu straży w kraju. Najstarsze motopompy miały skromniutką wydajność – do 200 l wody na minut, późniejsze były w stanie dostarczyć 1600 czy nawet 3000 l. O dzisiejszych motopompach instalowanych w nowoczesnych pojazdach nawet nie wspominam, bo ich osiągi techniczne są niesamowite! Te będące szczytem techniki, np. „Hondy: czy „Tohatsu” pochodzą z odległej Japonii…

Prezentowane zdjęcie pochodzi ze zbiorów Stanisława Samca z Kalinka i pokazuje pierwszą motopompę, jaką otrzymali strażacy z tej miejscowości na początku lat pięćdziesiątych. Na zdjęciu widoczny jest m.in. ojciec aktualnego prezesa OSP Stanisława Samca – Renaldo (1932-2007) będący mechanikiem, Cóż to była za radość, gdy to cudeńko trafiło do straży! Tylko wtajemniczeni fachowcy potrafili obchodzić się tym ówczesnym szczytem strażackiej techniki. Gdy dochodziło do pożaru, takie motopompy były wprost skarbem…

(Saw.)

Ryszard Poradowski