To była szokująca wiadomość. Gdy zobaczyłem karetkę pogotowia przed domem Jana Zenona Strycharskiego przy Wąwozowej, wiedziałem już, że może być tylko źle. Od lat zmagał się z chorobą i tego dnia, 25 lutego przed pięciu laty, dobiegł kres życia Pana Zenona, jak go nazywałem.
Był jednym z ostatnich w rzgowskiej straży, którzy bez reszty oddawali się sprawom społecznym. Jako długoletni sołtys (ponad 20 lat) zabierał głos podczas sesji Rady Miejskiej, z niezwykłą troską angażując się w rozwiązywanie problemów rzgowian. Jak mało kto doceniał też historię, dbając o upamiętnienie kilku pokoleń druhów. To w dużej mierze dzięki jego staraniom powstał pomnik przypominający narodziny OSP i jej pierwszą siedzibę. Był zresztą kopalnią wiedzy o mieście, z którą chętnie się dzielił.
Choć dzieciństwo jego nie należało do łatwych (rocznik 1948), pasjonował się sportem. Potem poświęcił się także historii Rzgowa, ubolewając, że np. wielu mieszkańców uczestniczących w zrywach narodowych czy walce z hitlerowskim okupantem – nie przekazało wiedzy na ten temat następnym pokoleniom. Opiekował się nietuzinkową kroniką OSP, marzył o wydaniu drukiem monografii straży, będącej kontynuacja opracowania powstałego na 100-lecie straży.
Wychował dwójkę dzieci, ale najbardziej był dumny z kolejnego młodego pokolenia. Jego wnuczka Martyna kontynuuje dziś tradycje dziadka…
Mija pięć lat od śmierci Jana Zenona Strycharskiego. Niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale takiego drugiego jak sołtys z ulicy Wąwozowej, wciąż nie ma…
Ryszard Poradowski



