Temat ten wraca jak bumerang. Dotyczy rekultywacji stawu w Guzewie, którego przebudowa trwała stanowczo za długo i zapewne kosztowała za drogo. Niesolidny wykonawca nie popisał się, wykonując roboty opieszale. Nadzorujący je fachowcy mieli sporo zastrzeżeń zarówno do terminowości, jak i jakości. Jedynie bociany, które wiosna powróciły do Guzewa ze stoickim spokojem spoglądały na realizację inwestycji, podobnie zresztą jak mieszkający w sąsiedztwie radny Wiesław Gąsiorek.
Nie zamierzamy „znęcać” się nad wykonawcą, ale dwie kwestie nie dają nam spokoju. Po pierwsze, wysokie koszty inwestycji, a ponadto kosztowne ogrodzenie akwenu. W okolicy znajduje się wiele podobnych zbiorników wodnych, ale nigdzie nie budowano takich ogrodzeń. To w gruncie rzeczy wyrzucanie pieniędzy w… wodę. Posługiwanie się argumentem dotyczącym bezpieczeństwa to nic innego jak nadużycie. Tylko patrzeć jak podobne ogrodzenia urzędnicy zaczną budować np. wokół stawu w Kalinku.
Rekultywacja stawu w Guzewie to przykład złej roboty. Zaczęło się od projektu, którego nie zrealizowano w całości, a skończyło na wykonawczej fuszerce, za która musieli zapłacić podatnicy. Szkoda, że tym bulwersującym tematem nie zajęli się należycie samorządowcy.
Na szczęście stawem zajmują się należycie mieszkańcy Guzewa ze wspomnianym radnym na czele, a także strażacy z OSP, którzy zadbali o zarybienie stawu, dokarmianie ryb i wykaszanie obrzeży akwenu. Staw jest już atrakcyjnym miejsce wypoczynku dla mieszkańców powstała tu oryginalna drewniana altana ze stołami, niedługo powstanie też plac zabaw dla dzieci.
R.Poradowski







