Czy wyobrażacie sobie kamieniczki w centrum Rzgowa pokryte słomą? Albo sam kościół posiadający takie pokrycie dach? Trudno dziś zobaczyć to choćby oczyma wyobraźni, a jednak tak było… Dawny Rzgów posiadał zabudowę głównie drewnianą, a wszystkie domy i zabudowania gospodarcze pokryte były strzechą. Jedynie świątynia wzniesiona w 1630 roku wyglądała zupełnie inaczej.
210 lat temu doszło do wielkiego pożaru Rzgowa. Z powierzchni ziemi zniknęło wiele gospodarstw. Jak pisał w 1907 roku kapłan Paweł Załuska, ów pożar „nie pominął kościoła, świątynia rzgowska zostawała w tak opłakanym stanie, iż przez jakiś czas nabożeństwo odprawiało się w prywatnym lichym domku. Dopiero w następnym roku, staraniem ks. Tomaszewskiego, ówczesnego proboszcza i ofiarnością parafian, pokryto dach w części słoma, w części deskami i wewnątrz, a szczególnie zakrystię zaopatrzono w rzeczy niezbędne do służby Bożej. Wieżę odbudowano dopiero w r. 1899, staraniem ks. Żaka, a groszem parafian. Na wieży w tym roku umieszczono dawno oczekiwany o dwóch cyferblatach zegar, wykonany w Piotrkowie przez p. Pąkcińskiego za 450 rb.
Jednak strzecha to nie była specjalność tylko tych czasów, wszak słomę posiadało każde gospodarstwo. To najtańsze pokrycie dachowe miało jednak jeden mankament – wystarczyła iskra z komina i wszystko, jak to mówiono, szło z dymem. Tak właśnie stało się podczas kolejnego wielkiego pożaru Rzgowa w końcówce I wojny światowej, gdy od lokomobili ciągnącej wagony przez centrum osady spłonął prawie cały Rzgów, nie mówiąc o tragediach ludzkich. Jednak dopiero ten pożar spowodował korzystne zmiany w zabudowie osady. Nie dość że uporządkowano ulice, a niektóre z nich poszerzono, to jednocześnie wydano przepisy zakazujące wznoszenia w centrum domów z drewna, podobnie zadbano o kominy, które musiały być z cegły. Od tego czasu Rzgów omijał „czerwony kur”.
Fot. Tak wyglądało centrum Rzgowa po wielkim pożarze w 1917 roku
R.Poradowski



