– Jak zaczęła się Twoja przygoda ze Ochotniczą Strażą Pożarną?
– Ze strażą związany był mój dziadek Zenon Strycharski, do OSP należy tata, a także inni członkowie rodziny, więc naturalną rzeczą było moje wstąpienie do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej prawie dziesięć lat temu. Przez ten okres uczyłam się od druhów, zdobywałam niezbędną wiedzę i doświadczenie. Teraz jestem pełnoprawnym członkiem OSP w Rzgowie, a jednocześnie studiuję na drugim roku Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Choć jestem często w stolicy, staram się też utrzymywać ścisły kontakt z naszą jednostką w Rzgowie, opiekując się jednocześnie najmłodszą grupą Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Staram się też brać udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych.
– Która z tych akcji zrobiła na Tobie największe wrażenie?
– Wraz z wujkiem Tomkiem Strycharskim brałam udział w reanimacji ofiar tragicznego wypadku drogowego, do którego doszło na skrzyżowaniu ul. Pabianickiej i Katowickiej w Rzgowie, zanim pojawiły się karetki z ratownikami medycznymi. Wypadku nie przeżyły trzy osoby z Ukrainy. Ta tragedia zrobiła na mnie duże wrażenie, teraz już jestem obyta z takimi zdarzeniami i podchodzę do nich raczej bez emocji.
– Co zamierzasz robić po ukończeniu studiów?
– Podjęcie ostatecznej decyzji jest jeszcze przede mną, bowiem jestem dopiero na drugim roku studiów, ale jeśli otrzymam dyplom – będę mogła pracować jako pracownik cywilny straży. Nie
chciałabym jednak funkcjonować za biurkiem, bo moim żywiołem są wyjazdy i udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych.
– Twój dziadek był bardzo dumny ze swojej wnuczki, która poszła w jego ślady…
– To prawda, gdyby żył – zapewne byłby zadowolony, że jestem studentką uczelni strażackiej i działam aktywnie w rzgowskiej OSP.
R.Poradowski



