Zakończono konserwację kolejnego ołtarza w rzgowskiej świątyni
Od czerwca do grudnia trwały prace konserwatorskie przy XVIII-wiecznym ołtarzu bocznym św. Marcina (pierwszy po lewej stronie, patrząc od wejścia) rzgowskiej świątyni. 15 grudnia br. specjalna komisja, z udziałem przedstawicielki wojewódzkiego konserwatora zabytków, wykonawcy robót i proboszcza parafii, odebrała roboty. Koszt prac wykonanych przez specjalistów z łódzkiej firmy „Mosaicon” M. Potza wyniósł 400 tys. zł, roboty dofinansowane zostały przez Urząd Marszałkowski i rzgowski samorząd. Ten ostatni od lat wspiera ratowanie najcenniejszego zabytku Rzgowa.
Przed konserwacją ołtarz był w bardzo złym stanie, szczególnego spustoszenia dokonała wilgoć, niszcząc wiele elementów drewnianych, a także dwa obrazy olejne z wizerunkami św. Marcina i św. Mikołaja. Po wymianie drewnianych destruktów i uzupełnieniu obrazów, całość prezentuje się znakomicie. Teraz płótna zapewne przetrwają dłużej w dobrym stanie, bowiem świątynia jest ogrzewana, nie panuje w niej chłód i wilgoć, jak to było w przeszłości.
Konserwatorzy powrócili do oryginalnej kolorystyki ołtarza, który teraz jest w kolorze perłowym. Także obydwa wizerunki świętych po oczyszczeniu i konserwacji prezentują się znakomicie, ujawniając szczegóły, których wcześniej nie było widać. Ołtarz zwyczajowo za patrona ma św. Marcina, choć przez lata jego wizerunek był schowany z tyłu i nie eksponowany na skutek uszkodzenia mechanizmu do podnoszenia i opuszczania płótna. Eksponowany był za to obraz św. Mikołaja. – Tak będzie nadal – mówi gospodarz świątyni i proboszcz parafii ks. Krzysztof Florczak. – Właściwie nie wiemy, dlaczego ołtarz ten ma aż dwóch świętych. To jedna z tajemnic, której dotąd nie udało się wyjaśnić.
Po naprawieniu mechanizmu do opuszczania i podnoszenia obrazów będzie można teraz oglądać obydwa płótna. Obraz św. Marcina praktycznie przez dziesięciolecia leżał z tyłu na posadzce, przez co wilgoć zniszczyła dolną część płótna. Po uzupełnieniu ubytku teraz będzie mógł być eksponowany na zmianę, a ponadto świątynia jest ogrzewana, czego dawniej nie było. Prawdopodobnie autorem obydwu płócien jest ten sam malarz, bowiem zarówno Mikołaj jak i Marcin mają bardzo podobne twarze. Zdaniem specjalistów obrazy pochodzą z początków XVIII wieku.
I jeszcze jedna ciekawostka. Przed ołtarzem znajduje się drewniany podest. Po usunięciu starej malatury ukazał się ślad, jaki pozostawił prawdopodobnie wykonawca lub fundator podestu stolarz o nazwisku: Tomasz Fiałkowski. Na razie nie wiadomo, kim był ten mężczyzna. Być może zagadkę pomoże rozwiązać któryś z Czytelników.
Ryszard Poradowski








