Do Sądu Okręgowego w Łodzi wpłynęła skarga właścicieli ziemi w Starej Gadce, na której po bitwie w listopadzie 1914 roku urządzono cmentarz wojenny. Skargę wnieśli Antoni, Stefan i Aurelia Maria Stefanowiczowie i Walerian oraz Aleksander Jurkiewicz – właściciele gruntu na wzgórzu, na których urządzono nekropolię. Powodowie domagają się do Skarbu Państwa eksmisji cmentarza lub wypłaty odszkodowania wysokości 881 tys. złotych.
Jak się okazało, sprawa ta ma ścisły związek z budową przez okupanta niemieckiego kolejki dojazdowej do Rzgowa i Tuszyna. Niemcy, jak pisano w „Republice” w 1933 roku, „nie liczyli się z prawami własności do tych terenów”, bowiem zarówno budowa kolejki jak i cmentarza odbywała się na mocy prawa wojennego.
Z czasem kolejka przeszła w ręce Towarzystwa Łódzkich Elektrycznych Kolei Dojazdowych i wówczas właściciele ziemi postanowili upomnieć się o pieniądze. Argumentem według właścicieli gruntów były też bogactwa geologiczne ukryte w ziemi: łupek, glina, glinka szlachetna. Ponieważ akcja nabrała rozgłosu, koleje dojazdowe zdecydowały się wypłaci odszkodowanie wysokości kilkuset tysięcy złotych. Sprawie bacznie przyglądali się inni właściciele utraconych gruntów cmentarnych nie mający pieniędzy na długi i skomplikowany proces. Liczono, że po eksmisji cmentarza w miejscu tym powstanie cegielnia i kamieniołomy.
Choć proces wydawał się „Złotym jabłkiem”, jak pisano, żaden z łódzkich adwokatów nie zgodził się na przyjęcie sprawy. Pisano w gazecie, że nie chcieli dopłacać pewnej sumy z własnej kieszeni na pierwsze wydatki, a ponadto procesowanie się z państwem, i to o eksmisję cmentarza wojennego, stanowiło spore ryzyko. Dla ich reputacji. Ostatecznie sprawę przejął jeden z adwokatów stolicy.
Jak ostatecznie zakończył się ten nietypowy proces? Prawdopodobnie właściciele utraconych gruntów otrzymali odszkodowanie znacznie mniejsze od tego, na które liczyli. A do eksmisji nekropolii wojennej oczywiście nie doszło…
R.Poradowski





