Czyżeminek to wieś pełna tajemnic. Wiele zostało zapomnianych, inne odeszły wraz z tymi, którzy pomarli lub zmienili miejsce zamieszkania. Jak wspominają najstarsi mieszkańcy działy się tu rzeczy, które trudno dziś odtworzyć, a które często oznaczały śmierć. Gdyby ziemia potrafiła mówić…

Sporo tajemnic tej miejscowości do dziś skrywa tutejszy cmentarz ewangelicko-augsburski. Znajduje się wśród pół, mało kto o nim wie, turyści o tej zapomnianej nekropolii mogą poczytać w internecie. Sporo wiedzy na ich temat znaleźć można w opisach dziejów niemieckich kolonizatorów, którzy osiedlali się w tych stronach od końca XVIII wieku. Chyba najbardziej dramatyczne zdarzenia wiążą się z funkcjonowaniem V kolumny, wszak wielu miejscowych Niemców za ojczyznę miało III Rzeszę. Szczególnie bolesne chwile przeżywali Polacy, którzy żyli w tej wsi.

Czyżeminek mylony jest często z Czyżeminem, wsią w gminie Dłutów w powiecie pabianickim. Czyżeminek należał niegdyś do kanoników krakowskich, a nazwa wsi wywodzi się od imienia Czyżema. Już w końcu XVIII wieku objęta została osadnictwem pruskim, podobnie zresztą jak wiele miejscowości w tym rejonie. W 1881 roku we wsi znajdowało się 40 budynków, w których żyło ponad 370 mieszkańców. W okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej wielu niemieckiego pochodzenia mieszkańców Czyżeminka działało w pabianickich legalnych i tajnych organizacjach niemieckich. To z szeregów tych organizacji wywodzili się członkowie aktywnej V kolumny, która prześladowała ludność polską.

Wszystko zmieniło się po klęsce i upadku III Rzeszy. Ludność niemiecka opuściła wieś, a gospodarstwa i ziemię przejęli głównie repatrianci ze wschodu. Powstała baza sprzętowa SKR, w której planowano utworzyć także OSP. Niestety, nic z tego nie wyszło, a pamiątką po tych planach są zakupione czapki dla strażaków. Współczesny Czyżeminek składa się z 3 części, posiada kilka ulic, a nawet chodniki, wiejską świetlicę i urządzony plac zabaw dla dzieci. W planie znajduje się budowa nowoczesnej stacji uzdatniania wody, dla której wywiercono (2021) drugą studnię głębinową. Nowe zabudowania i zwieszająca się liczba mieszkańców wymagają zwiększonych dostaw życiodajnego płynu.

Wspomniany poniemiecki cmentarz zachował się w postaci szczątkowej, do naszych czasów przetrwały nieliczne zdewastowane nagrobki. Trudno do niego trafić, bo nie ma żadnych tabliczek informacyjnej, a śródpolna zieleń strzeże tajemnic tej nekropolii Dla niektórych zmarłych i pogrzebanych tu kolonistów niemieckich nagrobki wykonywali kamieniarze z pobliskiej Łodzi, m.in. Alfred Fiebigier urodzony w 1878 r. w Sulechowie. Jego ojciec August założył w Łodzi w 1884 roku zakład kamieniarski Alfred pracował w Łodzi, a potem, w 1905 roku przeniósł się do Kalisza, gdzie posiadał „Parową fabrykę wyrobów z granitu, marmuru, piaskowca i cementu”. Jego specjalnością były „nagrobki, płyty i roboty budowlane, o pięknej politurze, z czarnego i różnokolorowego szwedzkiego granitu”.

Ryszard Poradowski