To niesamowita historia. Niedźwiedź Wojtek (ur. 1941 w pobliżu Hamadan w Persji, zm. 2 grudnia 1963 w Edynburgu), w stopniu kaprala, stał się maskotką armii Andersa. Adoptowany, jak pisano, przez żołnierzy 22 kompanii zaopatrywania artylerii w 2 Korpusie Polskim zaprzyjaźnił się z Polakami i nawet pomagał im przenosić broń podczas walk o wzgórze Monte Cassino. Przeszedł z żołnierzami pełen szlak bojowy z Iranu poprzez Syrię, Palestynę, Egipt do Włoch…
Polscy żołnierze napotkali małego chłopca niosącego niedźwiadka brunatnego. Jego matka prawdopodobnie zginęła od kul myśliwych. Niedźwiadek zachwycił 18-letnią Irenę Bokiewicz, która namówiła por. Anatola Tarnowieckiego, by jej go kupił. Kilka miesięcy spędził pod opieką dziewczyny w rejonie Teheranu, w sierpniu 1942 roku trafił do kompani zaopatrzenia artylerii. Żołnierze karmili go mlekiem z butelki ze smoczkiem. W lutym 1944 roku na pokładzie Batorego trafił do Włoch. Stał się legendą polskiego wojska. Jeździł w szoferce samochodu, lubił zapasy z żołnierzami, chętnie spożywał żywność żołnierzy, a nawet popijał piwo.
We wrześniu 1946 roku wraz z polskimi żołnierzami trafił do Glasgow w Szkocji. Stał się tu ulubieńcem także mieszkańców tego miasta. Po demobilizacji Polaków, jesienią 1947 roku przekazano go do zoo w Edynburgu. Odwiedzali go także polscy żołnierze, już w cywilu. Przez 16 lat Wojtek żył w klatce o powierzchni 10 m kw. Nie udało się go umieścić w klatce z innymi niedźwiedziami brunatnymi, za to chętnie przebywał w towarzystwie ludzi. Istniały plany przeniesienia go do Oliwy, ale polscy kombatanci w Anglii nie wyrażali zgody na przekazanie „cennego symbolu komunistom”, a ponadto Wojtek szybko się zestarzał, niedomagał zdrowotnie. W 1963 troku zakończył życie…
Wojtek został upamiętniony w wielu książkach i artykułach, w 1973 roku powstał pierwszy pomnik niedźwiadka. Śpiewano też o nim, Poczta Polska wyemitowała znaczek z legendarnym niedźwiadkiem. Jego imię nosi jedno z warszawskich przedszkoli. Jak się okazało, właśnie Polacy mieli największy sentyment do Wojtka. Jak mawiano, miał polskie serce…
Rzgowskie Stowarzyszenie Kaprala Wojtka chce uczcić swojego patrona. Taka inicjatywę już dawno zgłosił prezes Stowarzyszenia Kaprala Wojtka Marcin Bartoszek. W jaki sposób? Może pomnikiem lub płaskorzeźbą. Ma Łódź Misia Uszatka na Piotrkowskiej, a w Rzgowie może pojawi się Kapral Wojtek! Co na to rzgowianie?
Ryszard Poradowski




