To trudna i skomplikowana sprawa, ukazują meandry władzy oraz ciemne strony naszego prawodawstwa. Łódzki Zakład Wodociągów i Kanalizacji, który nie jest właścicielem, a jedynie użytkownikiem 40 ha w Kalinku, gdzie posiada Stację Uzdatniania Wody, w związku z planowanym jej zamknięciem przystąpił do rekultywacji 20 ha z polami osadowymi. Gmina Rzgów nie zgadza się z takim podejściem, bo ZWiK prowadzi rekultywację w kierunku zalesienia gruntów, nie zajmując się tym, co pozostało w ziemi po osadnikach, a do tego nielegalnie zwoził tu ziemię i gruz niewiadomego pochodzenia. Gmina chciałaby przywrócenia owych 20 ha do pierwotnego stanu, gdy ziemię użytkowali rolnicy. Zdaniem radnych i burmistrza Rzgowa, w przyszłości, gdy już ten teren opuści ZWiK, te 20 ha mogłoby posłużyć na cele inwestycyjne.
W maju br. marszałek województwa wyraził zgodę na zamknięcie składowiska odpadów obojętnych w Kalinku, czyli owych pól osadowych. Dwa tygodnie później burmistrz odwołał się od tej decyzji, bo mimo zaprzestania przyjmowania odpadów rzekomo już w listopadzie 2018 roku, trafiały one na pola osadowe jeszcze w bieżącym roku. Zdaniem burmistrza marszałek nie zbadał wszechstronnie sprawy, burmistrz zarzucił też nierzetelność kontroli przeprowadzonej przez łódzkiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Burmistrz napisał też, że „przyjęte rozwiązanie (rekultywacja w kierunku leśnym) zupełnie wyłącza teren spod jakichkolwiek planów inwestycyjnych i rozwojowych dla danego obszaru”, zarzucił również marszałkowi „przyjęcie wszelkich deklaracji ZWiK w Łodzi i pominięciu samodzielnej ich weryfikacji”.
Sprawa trafiła do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, a to zajęło się sprawą patrząc jedynie na papiery i deklaracje, analizując wszystko jedynie od strony formalnoprawnej, nie wnikając w szczegóły i zarzuty rzgowskiego samorządu. Zdaniem resortu, jedynie ZWiK w Łodzi odpowiada za rekultywację pól osadowych – wyjaśnia szefowa Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Rzgowie Magdalena Górska. Samorządowi pozostało więc skierowanie sprawy do sądu administracyjnego.
Łódzki ZWiK wystąpił o zasiedzenie terenu, wykorzystując pozycję silniejszego. Tym sposobem jeszcze bardziej dał do zrozumienia, że to on w sprawie 40 ha rozdaje karty i nie musi się liczyć ze słabszą stroną, którą już raz skrzywdzono kilkadziesiąt lat temu, gdy zabrano ziemię rolnikom i zrealizowano inwestycję. Ta logika i ten sposób działania kontynuowany jest i dziś, choć od tamtych woluntarystycznych działań dzieli nas ocean przemian. Czy Temida także ograniczy się do przejrzenia papierów, jak to wcześniej uczynił np. marszałek województwa, czy okaże się tak samo ślepa jak niektórzy urzędnicy?
R.Poradowski





