Dopiero wojna na Ukrainie uzmysłowiła nam, że jesteśmy słabo przygotowani do sytuacji związanych z różnymi zagrożeniami. Nawet o wielkich powodziach i wichurach w kraju, które wyrządzały olbrzymie straty materialne, szybko zapominaliśmy. Teraz przynajmniej sprawy związane z obronnością stały się jednym z najważniejszych tematów. Szkoda, że wciąż nie docenia się obrony cywilnej i należytego zabezpieczenia ludności cywilnej. W przypadku Rzgowa mieszkańcy nie mają ani jednego schronu z prawdziwego zdarzenia, który mógłby posłużyć do schronienia mieszkańców np. w przypadku skażenia radioaktywnego. To zresztą problem nie tylko Rzgowa.

W grodzie nad Nerem właściwie tylko miejscowa szkoła może zapewnić częściową ochronę dla mieszkańców, gdy posiada sporo podpiwniczonych pomieszczeń. Na szczęście wiele prywatnych domów to solidne budowle, których części podziemne mogą zapewnić tymczasową ochronę. Burmistrz Rzgowa Mateusz Kamiński, który jest jednocześnie szefem obrony cywilnej, nie ukrywa, że dysponuje mizernymi środkami na zabezpieczenie ludności w przypadku poważnego zagrożenia. Na razie nie chce mówić o szczegółach, bo wiele spraw jest niejawnych, ale obiecuje zorganizować konferencję prasową, by za pośrednictwem dziennikarzy poinformować o tych sprawach mieszkańców gminy.

Na kłopoty związane z przerwami w dostawie prądu przygotowała się Gminna Przychodnia Zdrowia, która w tym roku zakupiła i zainstalowała agregat prądotwórczy. W Rzgowie wyłączenia prądu dają się we znaki mieszkańcom, a w przypadku GPZ oznaczają unieruchomienie np. aparatury diagnostycznej czy komputerów. Wspomniany agregat, który bez przerwy może pracować nawet kilkadziesiąt godzin, to cenny nabytek także w czasach, gdy za wschodnią granicą toczy się wojna. Takich urządzeń w gminie Rzgów jest zaledwie kilka.

R.Poradowski