Co mają wspólnego róże i jajka? Okazuje się, że wiele. Przed laty królowa rosyjskiej estrady Ałła Pugaczowa wylansowała słynny przebój o milionie róż ofiarowanych ukochanej przez biednego malarza. Ten niesamowity prezent zrujnował artystę. Tymczasem z „Ovovity” w podłódzkiej Prawdzie, krajowego potentata w produkcji i przetwórstwie jaj, codziennie tyleż samo jaj uszczęśliwia naszych rodaków. Co prawda róża to nie jajko, ale i jedno, i drugie jest symbolem piękna oraz życia. Cóż byłoby warte nasze życie bez piękna, które symbolizuje kwiat ceniony już w starożytności.

Każdego dnia w zakładzie znajdującym się w Prawdzie w gminie Rzgów przerabia się ponad milion jaj. W ciągu roku jest to wprost niewyobrażalna ilość. Część zamienia się na mączkę, część trafia do wielkich firm cukierniczych i kombinatów gastronomicznych w postaci płynnej. Zakład zaopatruje też w świeże jaja sieciówki, czyli wielkie sklepy w całym kraju. Tak olbrzymia ilość tego najdoskonalszego tworu natury trudna jest do ogarnięcia dla przeciętnego Kowalskiego. I rzeczywiście, gdyby nie automaty i komputery – trudno byłoby przerobić tyle jaj.

Dla wielu zjadaczy samo wybicie dziesięciu jaj do rodzinnej jajecznicy stanowi problem, a tu w ciągu jednego dnia trzeba pozbawić skorupek i np. oddzielić żółtko od białka – w przypadku kilkuset tysięcy jaj. Robią to specjalne automaty. Transportują palety, przebijają skorupkę i oddzielają ją od zawartości. W ciągu godziny przerabiają w ten sposób aż 100 tys. jaj. Wszystko pod okiem kamery, z wielką precyzją. Trudno uwierzyć, ale cały ten proces kontrolują maszyny, ludzie czuwają jedynie nad tym, by to wszystko odbywało się sprawnie, bez awarii i przestojów.

W zależności od potrzeb jaja, już bez skorupek, przerabiane są na proszek lub w postaci płynnej trafiają do odbiorców.  Wystarczy trochę takiego proszku i wody, by mieć na patelni jajecznicę. Czy taką samą jak z jaj wprost ze skorupek? Ten jajeczny proszek jest jednak czymś doskonałym dla przemysłu spożywczego. Można go długo przechowywać, dodawać do ciast, lodów, nie tracić czasu na usuwanie skorupek.

Dyrektor zarządzający Mieszko Kurasik ma oczy szeroko otwarte i obserwuje wszelkie tendencje oraz nowości w tej branży. A dzieje się w niej sporo. Na świecie można już w kartonach, takich jak mleko, kupować jaja w płynie – z białkiem i żółtkiem razem, a nawet oddzielnie.  To wygoda w kuchni, bo jajecznicę czy omlet można przyrządzić błyskawicznie. To przyszłość. Czy Polacy zaakceptują jaja w kartonach? – trudno powiedzieć. Na razie nie przyjęły się w handlu jaja gotowane, za to chętnie je nabywają wielkie firmy żywieniowe. „Ovovita”, jako jedyna firma w Polsce dostarcza klientom inną nowość – jaja pasteryzowane w skorupce. O wielu tych nowościach w niewielkiej Prawdzie nikt jeszcze nie słyszał, bo firma pracuje raczej bez rozgłosu. Ludzie odwiedzający Prawdę i szukający tu spokoju oraz ciszy, nawet nie wiedzą o istnieniu jajecznego kombinatu. 

„Ovovita” to pod wieloma względami nietypowa firma. Jej historia zaczęła się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku za sprawą Andrzeja i Ewy Kurasików. Zaczynali od kurników, czyli raczej typowo. W przeciwieństwie do wielu hodowców drobiu patrzyli daleko w przyszłość, może za sprawą młodego pokolenia dorastającego w rodzinie. Dwadzieścia lat temu stworzyli więc nowoczesny Zakład Przetwórstwa Jaj, w którym nie tylko przerabia się miliony jaj, ale i produkuje paszę dla drobiu, hoduje pisklęta i kury. Rodzinna firma kieruje się specyficznymi prawami, koncentrując się na produkcji i przetwórstwie jaj.

Konkurencja w kraju jest duża, wszak jesteśmy trzecim w Europie dostawcą, a i aktualne restrykcyjne przepisy wymuszają pogoń za nowoczesnością. Widać to nie tylko w halach, gdzie przerabia się jaja, ale i całej firmie. Na przykład od początku postawiono tu na ochronę środowiska, dzięki czemu np. trudno dostrzec potężne silosy z paszą, na całym terenie dominuje zieleń i nadzwyczajna czystość oraz porządek. Nie może być inaczej, wszak zakład stanowi niezwykle ważne ogniwo w gospodarce żywieniowej, a ponadto odbiorcy zagraniczni bacznie obserwują taki zakład jak ten w Prawdzie. Wszystko musi być sterylne, gwarantujące zdrowie konsumentów.

Ta troska o środowisko widoczna jest na każdym kroku. Wokół zakładu znajdują się domostwa mieszkańców Prawdy, co roku latem zjeżdżają tu letnicy z pobliskich Pabianic i Łodzi, ale nikt nie narzeka na uciążliwość „Ovovity”. To kolejny zakład w gminie, który nie ingeruje boleśnie w środowisko. Zapewne dlatego rzgowska gmina uznawana jest za przyjazną ludziom.

Mieszko Kurasik, syn prezesa spółki, jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Zna się więc na kierowaniu tak dużą firmą i o jajach wie wszystko. W Polsce w ciągu roku wytwarzamy ich ok.  14 mld, co daje nam trzecie miejsce w Europie. Prawdziwymi potentatami są jednak kraje Ameryki Południowej – Argentyna i Meksyk oraz Japonia. W tym ostatnim kraju przeciętny Japończyk spożywa rocznie prawie 400 jaj, podczas gdy Polak – 205. Pod tym względem ustępujemy m.in. Czechom, Niemcom i Ukraińcom. Wszystko wskazuje na to, że ta konsumpcja będzie rosła i w Polsce, co już teraz stawia nowe zadania i przed „Ovovitą”. Jak można się domyślać, pojawią się nowe automaty, w celu zwiększenia wydajności, np. na linii pakowania jaj. Zapewne będzie przybywać robotów, bo nie zanosi się na nadmiar rąk do pracy także w rzgowskiej gminie. W niewielkiej Prawdzie, w której jeszcze stosunkowo niedawno nie było asfaltu i ledwo wegetowało trochę gospodarstw rolnych, teraz zaczyna królować komputeryzacja i automatyzacja. Czy zdominuje człowieka? Trudno powiedzieć, ale z pewnością w pobliskiej Dobrzynce upłynie jeszcze sporo wody zanim „Ovovita” stanie się bezdusznym królestwem robotów.

Jajko to specyficzny produkt. Co prawda jest on dziełem kury, ale to, co dzieje się później – zależy od człowieka. A że konsumpcja jaj rośnie – trzeba nadążyć za potrzebami rynku. Wbrew pozorom bardzo wrażliwego, bo ptasia grypa robi swoje i niszczy wielkie stada hodowlane drobiu. W wirusem można walczyć, ale nie jest to łatwe. Dają o osobie znać także prawa rynku, choćby dlatego, że zalewa nas jajeczna fala z Ukrainy i Turcji, a na horyzoncie jest już import z krajów Ameryki Południowej. Tamtejsze jaja są znacznie tańsze, bo nie wymagają kosztownych kamer, automatów i robotów. Zatem jak na dłoni widać wpływ globalnego rynku na to, co dzieje się w Polsce, ale i Prawdzie.

Dla Mieszka Kurasika jajko jest całym życiem. Wychowywał się w sąsiedztwie kurników i kur, a potem jak wielu członków rodziny rozpoczął pracę w „Ovovicie”. – Jajko jest najdoskonalszym tworem natury, bombą witaminową. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków potwierdziła, że  jaja spełniają definicję zdrowej żywności. Jajo ma w sobie tyle doskonałości, że… rodzi się z niego życie. Człowiek od tysięcy lat jest pod wrażeniem tego fenomenu. 

Ryszard Poradowski