Zwiedził kawał świata, ale zawsze

Jest człowiekiem wielu pasji – ciekawym świata, ale przede wszystkim zakochanym w Rzgowie. Z małżonką zwiedził już wiele krajów. Lubi poznawać nowe kultury i ludzi. Choć widział już sporo, wciąż lubi być zaskakiwany. Na przykład podczas pobytu w Indiach wybrał się na miejscowy pogrzeb, na który musiał… opłacić bilet wstępu!

Także małżonka kocha podróże i zwiedzanie świata. Panią Jurek, rzgowiankę poznaje w połowie 1977 roku podczas wycieczki w Bieszczady. Jesienią następnego roku są już parą na dobre i złe. To początek romansu nie tylko z urodziwą rzgowianką, ale i Rzgowem. Osada jest wówczas zaniedbana, niedoinwestowana, niewiele przypominająca dzisiejsze urodziwe miasteczko. Nie ma wodociągu, kanalizacji, o gazyfikacji nikt nawet nie myśli.

Ale Edward Kulanty, zatrudniony w wojsku od 1989 roku jako pracownik cywilny, uwiedziony wiatrami historii i przemian, postanawia pracować na swoim. To odważna decyzja. U zbiegu Łódzkiej i Rudzkiej kupuje działkę, od prezesa GS Broniarczyka wynajmuje pomieszczenia magazynu. W połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy raczkujący kapitalizm nabiera tempa także w Rzgowie, rusza z produkcją folii, nawiązuje kontakty z wieloma firmami, oferuje klientom wysokiej jakości rynny ze Skandynawii. Spawa też tworzywa sztuczne, czym zainteresowanych jest wielu klientów. I wreszcie po latach, gdy już stoi na solidnych fundamentach, wznosi oryginalną siedzibę firmy ze szklaną elewacją. Takich nietypowych budowli jest mało, więc wzbudzają zainteresowanie. To swoista wartość dodana…

Chętnie wspomina pionierskie lata w Rzgowie, gdy w komitecie budowy gazociągu zajmuje się zaopatrzeniem w deficytowe materiały instalacyjne. Ze Stanisławem Cholasiem, także społecznikiem, ściąga deficytowe rury, zawory. Gazociąg rośnie jak na drożdżach, w czym duża zasługa „zaopatrzeniowców”. To działanie na rzecz rozwoju osady powoduje, że szybko zaczyna się czuć jako rodowity rzgowianin. Podkreśla jednak coś, o czym rodowici mieszkańcy raczej nie mówią: nie byłoby tak szybkiego i udanego renesansu Rzgowa bez przybyszów. Sam przecież jest też takim przybyszem…

Gdy przyspieszony rozwój osady staje się faktem, rodzi się pomysł odzyskania praw miejskich. Kulanty wchodzi w skład Honorowego Komitetu Obchodów Nadania Praw Miejskich Miejscowości Rzgów, powołanego uchwałą Rady Gminy w grudniu 2005 roku. Na początku 2006 roku Rzgów znów jest miastem. To katalizator przyspieszający rozwój grodu nad Nerem. Po latach Kulanty mówi z dumą: – Jestem dumny z tego, że rozwój Rzgowa poszedł w dobrym kierunku. I zaraz dodaje: – Nigdy nie chciałem przyłączenia Rzgowa do Łodzi i między innymi dlatego wraz z wieloma innymi mieszkańcami walczyliśmy o odzyskanie praw miejskich.

Uważa się za człowieka spełnionego, bo rzeczywiście udało mu się odnieść sukces, choć nie nazywa tego tak jednoznacznie. Dumny jest też z dwóch wykształconych córek. Jedna z nich, pani Katarzyna, pracuje w firmie z tatą. Kulanty o Rzgowie nigdy nie mówi źle. Zawsze stara się pomagać ludziom i miastu. Nie szczędząc pieniędzy i sił. Tylko nieliczni pamiętają, że bezinteresownie przekazał ziemię na pierwsze w Rzgowie rondo. Wcześniej na tym skrzyżowaniu dochodziło do wypadków, ginęli ludzie…

Czym dla niego jest Rzgów? Wszystkim, po dziesięcioleciach spędzonych w tym mieście uważa się za rzgowianina. Wielu takich jak on przyczyniło się do rozwoju miasta. E. Kulanty zwraca uwagę na coś, co miejscowi mieszkańcy przemilczają na ogół: rolę przybyszów. – Bez nich nie byłoby rozwoju Rzgowa i tych wszystkich przemian, których tak wielu nam zazdrości.

Ryszard Poradowski