Jak się okazuje, w wojsku polskim z powodzeniem służył nie tylko niedźwiedź „Wojtek” patronujący dziś rzgowskim dawcom krwi, ale i celebrytka „Baśka Murmańska”, która podczas defilady salutowała samemu marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Biała niedźwiedzica polarna była ulubienicą żołnierzy walczących z bolszewikami. To ona pierwsza trafiła do polskiej armii i o kilkadziesiąt lat wyprzedziła słynnego „Wojtka”.

Na stan batalionu Murmańczyków, czyli I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, została przyjęta w nadzwyczajnych okolicznościach. Gdy dwóch żołnierzy – Polak i Włoch – walczyło o względy nadobnej panny,  miłośniczki zwierząt, i przyprowadzało pod jej dom różnych czworonogów, nasz rodak wygrał ten konkurs, oferując… niedźwiedzicę polarną. Jak potem opowiadał ów polski wojak chorąży Walenty Karaś, w tych zawodach chodziło o honor polskiego żołnierza.

Na dalekiej północy „Baśka” trafiła do baonu, którym dowodził płk Julian Skokowski, a opiekował się nią niedźwiednik kapral Smorgoński. Tej „Córce Regimentu – jak ją nazywano – nie szczędził razów, tresując zwierzę  z wielką pasją. Jak pisał Małaczewski nazwano ją „Baśką”, „było w niej bowiem coś wielce kobiecego, a zarazem miała w sobie  wiele z miłej dzikuski, takiej właśnie, jaką jest niejedna z polskich Basiek”. Nauczyła się defilować, lubiła smakołyki, była ozdobą koszar.

Potem „Baśka” wraz z naszymi żołnierzami przez Anglię przybyła do Gdańska, a potem twierdzy Modlin. „Baśka towarzyszyła oddziałowi wszędzie, niby żywy sztandar” – pisała Małaczewski Wraz z Murmańczykami defilowała na Placu Saskim przed samym Marszałkiem. Niestety, niedźwiedzica miała pecha. Choć podbiła serca warszawiaków i była „pierwszą damą” żołnierzy, zginęła marnie, gdyż któregoś dnia urwała się z łańcucha i przepłynęła Wisłę, a na drugim brzegu chłop zakłuł ją widłami, gdyż spodobało mu się piękne miękkie futro niedźwiedzicy, które chciał sprezentować małżonce. Ponieważ chłop nie chciał oddać „Baśki”, żołnierze musieli ją odbić. „W ruch poszła broń” – jak pisał Małaczewski.

Żołnierze nie mogli pogodzić się ze stratą „Baśki”, więc wypchali ją i towarzyszyła im jeszcze długo, aż trafiła do Muzeum Wojska Polskiego. A że po wojnie wiązano ją z Piłsudskim, którego pamięć tępiła władza ludowa, przez lata ukrywano niedźwiedzicę w przepastnych magazynach. Potem ślad po niej zaginął. Istnieją przypuszczenia, że przetrwała i ozdabia któryś z domów warszawiaków. Sporo można o niej usłyszeć podczas zwiedzania twierdzy Modlin.

Na zdjęciach: „Baśka” wśród żołnierzy i wypchana na pierwszym Zjeździe Murmańczyków

R.Poradowski